Legenda Dominikusa

Leksykon Słów 
GM-(Game Master) Po ang. Po polsku przekłada się na "mistrz gry". Jest to osoba odpowiedzialna za opowiadanie historii. 
Pl-(Tylko w tym przypadku) Player po ang. Po polsku gracz. 
IC-(In Character) po ang. Po polsku Gracz odgrywający swoją postać, czyli prowadzący dialog z inną personą. 
ST-Starzec 
"Legenda Dominikusa" 
 
GM: Ateny stoją w obliczu niewyobrażalnego problemu- w lochach pewnego członka senatu zagnieździł się potężny beholder... Wszyscy herosi byli aktualnie zajęci swoimi heroicznymi zadaniami. Więc to zadanie przypadło Tobie... Dominikusowi zwykłemu strażnikowi miejskiemu o wielkich ambicjach. 
PL: Dalej. 
GM: Czym prędzej zabrałeś swoją zbroje, włócznie, drewnianą tarcze oraz miecz i wyruszyłeś na tą przygode. 
GM: Zaszedłeś przed omówione lochy i widzisz przed sobą starca ślepego podpierającego się o kostur pasterski. 
IC:Dostojny starcze, czy możesz mi coś doradzić przed moją misją? Wyglądasz na człowieka, który wie naprawdę dużo. 
ST: Jesteś tutaj by zgładzić beholdera! Lochy są długie i męczące zostaw swoją zbroje przed wejściem do nich, inaczej padniesz z wycieńczenia nim dojdziesz do celu ! Sprawę tą rozwiążesz umysłem a nie siłą- wojowniku. 
IC: Jestem urodzonym wojem, czemu doradzasz mi użycie intelektu a nie siły? 
ST: Gdyż Beholder jest niemożliwe obrzydliwą i podłą kreaturą, jeżeli zdasz się na siłe, wpadniesz prosto w jego gre ! 
IC: Czy masz mi coś do zaoferowania w zamian za zbroję? 
ST: Nie mam zamiaru się z tobą handlować, mogę zostać tu i przypilnować twojego pancerza, kiedy i tak zajmuję się swoimi kozami. 
PL: Oceniam czy starzec może ponieść moją zbroję. 
PL: Może? 
GM: Ta. 
PL: To nie , nie ufam mu, może być podstawiony. 
GM: Wchodzisz do lochu ? 
PL: Rozglądam się czy nie ma nic ciekawego najpierw. 
PL: Mam jakieś żarcie? 
GM: No masz. 
PL: Dobrze, czy dostrzegłem coś ciekawego? 
GM: Kozy. 
IC: Czy zgodzi się waść Pan na użyczenie mi jednej kozy? 
ST: A po co ci moja koza? 
IC: Do poniesienia rzeczy, które mówisz, że są dla mnie za ciężkie. 
ST: Nie lękasz się że beholder wykorzysta tą koze? 
IC: W moim sercu nie ma strachu, którego może on wykorzystać a koza... popatrz na jej tępy wzrok. 
GM: Patrząc się na koze nie zauważyłeś "tępego wzroku". 
GM: "Kozy to jedne z bardziej inteligentnych stworzeń". 
PL: Hmm. 
PL: I tak ją biorę, na razie nie daję jej zbyt potrzebnych mi rzeczy. 
GM:Masz jedzenie bronie i zbroje. 
GM:Co jej dajesz? 
PL: Mój hełm i 1/3 racji. 
IC: A Ty starcze nie chciałbyś pójść ze mną? 
IC: W razie czego uciekniesz i powiesz światu jaki los mnie spotkał. 
ST: Nie dla mnie wojaczka. 
IC: Nic takiego nie mówię, możesz udzielać mi swojej mądrości. 
IC: Z tobą będę miał znacznie większe szanse. 
ST: Stary już jestem, będe cię tylko spowalniał. Nie dla mnie widzieć tragedie, a o zwycięstwie opowiesz jak wrócisz ! 
IC: A nie chcesz zostać bohaterem jak ja? 
IC: Ludzie będą sławili twoje imię tak jak moje. 
IC: Legendy o tobie powstaną. 
IC: Twoje imię przejdzie do historii. 
IC: A razem na pewno mam się uda. 
ST: A kto kóz popilnuje? 
IC: Jak już z tamtąd wyjdziemy nie będą Ci potrzebne. 
IC: Zostaniesz bohaterem 
GM: Nie on nie pójdzie z tobą. 
GM: z dobrej woli. 
PL: Hmm. 
PL: Teraz pytanie czy go zmuszać i grozić mu mieczem czy jednak robić good guy run. 
GM: Róbta co chceta. 
GM: Niewiem w czym ci pomoże 70cio letni pasterz kóz. 
GM: Ale twoja sprawa. 
PL: No dokładnie. 
PL: To biorę kozę i idę. 
GM: Minęła godzina a ty idziesz serią niekończących się korytarzy. 
PL: Czy koza się boi albo coś? 
GM: Koza ma wyjebane, rzuje line na której ją prowadzisz. 
GM: Idziesz dalej ? 
PL: Rozglądam się. 
PL: Czy widzę coś ciekawego? 
GM: Korytarz. 
PL: Żadnych dziwnych cegieł ani nic? 
GM: Dominikus z wielką ekstazą patrzy się na ściane w poszukiwaniu dziwnych cegieł. 
PL: To idę dalej tym korytarzem. 
GM: Po 3 minutach stwierdza jednak iż cegły wyglądają... jak cegły. 
GM: Robi się ciepło i duszno w lochu. 
GM: Twoja koza zaczyna szarpać sznurek. 
GM: Że chce wracać. 
GM: I to najlepiej już. 
PL: Zabieram od niej mój ekwipunek. 
PL: Na wszelki wypadek. 
PL: I idę. 
GM: Zacząłeś pocić się w swojej zbroi. 
PL: Hmm. 
PL: No chuj zdejmuję ją i idę dalej. 
GM: Idziesz tak i idziesz robi się coraz cieplej. 
GM: Twoje jedzenie się zepsuło. 
GM: Idziesz dalej ? 
PL: Mam jakieś złoto? 
GM: Nie. 
PL: To idę dalej. 
PL: Bohatersko. 
GM: Cały przepocony dochodzisz do drzwi oświetlonych pochodnią. 
GM: Przed drzwiami na podłodze jest płytka naciskowa. 
GM: ok. 1.3 metra od drzwi. 
PL: Rzucam na nią zepsute racje. 
GM: Czekaj ty z nimi łaziłeś ten cały czas? 
PL: Tak. 
GM: Myślałem zę je wyrzuciłeś... 
GM: Zapach stał się nie do zniesienia. 
PL: Nic nie mówiłem, że je wyrzucam. 
GM: Zacząłeś dusić się odorem zepsutego jedzenia. 
PL: Płyta coś zrobiła? 
GM: Nie. 
GM: Słyszysz beczenie z oddali. 
PL: Owca spierdoliła. 
PL: Najs. 
PL: Koza*. 
PL: Widzę ją? 
GM: Z ciemności wyłania się nieumarła koza. 
PL: Przeszywam ją włócznią. 
GM: Zaatakowałeś swoją włócznią, pchnięcie było piękne, jednak koza szarpnęła się w ostatnim wysiłku i przełamała twoją włócznie na dwoje. 
GM: Przestała się ruszać. 
PL: Mam jeszcze jakąś broń? 
GM: miecz i tarcze. 
PL: Dobrze. 
PL: Wyciągam z niej złamaną włócznię po czym wrzucam jej zwłoki na płytę. 
GM: Drzwi otworzyły się. 
PL: Mam dalej żywą kozę? 
GM: Nie kurwa. 
PL: Myślałem, że to nieumarła kopia. 
GM: Nie, twoja koza uciekła od ciebie w ciemnościach. 
PL: To ostrożnie idę przez te Drzwi. 
PL: Sprawdzam czy nie ma żadnych linek. 
GM: Koza wstała i drzwi zamknęły się zaraz po tym jak przez nie przeszłeś. 
PL: O chuj xd. 
GM: Przed sobą widzisz kolejne drzwi oraz wyrwe w lochu. 
GM: Widać przestrzeń... niebo. 
GM: Jest noc i burza. 
GM: Walnął piorun. 
GM: Pomieszczenie rozjaśniło się. 
PL: Co zdążyłem zauważyć? 
GM: Fala elektryczna przeszła przez dużą żelazną rure i znikła gdyż między jedną rurą a drugą jest wyrwa. 
GM: 2ga rura prowadzi do jakiegoś dziwnego kryształu umieszczonego w wielkich drzwiach wytopionych z bronzu. 
GM: Drzwi zdobione są szkieletami. 
PL: Oho. 
PL: To wiem gdzie nie iść. 
PL: Są tylko jedne drzwi co nie? 
GM: Ta. 
PL: Sprawdzam czy czegoś nie ma w tej rurze. 
GM: Jest zalana w środku, czyli żelazne drągi a nie rury. 
PL: To niestety nie jest woda święcona. 
PL: Mogę je jakoś zsunąć, żeby je połączyć? 
GM: Są przytwierdzone do litej skały. 
PL: Dam radę wydrapać się przez wyrwę? 
GM: Słyszysz "złowieszcze" beczenie z drugiej strony. 
GM: Za stromo. 
PL: Jak szeroka jest wyrwa? 
GM: Na oko około pół metra. 
PL: Między rurami. 
PL: W sensie. 
PL: a to. 
GM: Pół metra też. 
PL: Jak pół metra to dam radę się wydrapać zapierając się nogami xd. 
PL: Czy szkielety mają jakieś bronie? 
GM: Szerokość =/= wysokość. 
GM: Nie, to są zdobienia. 
PL: Mam coś metalowego poza mieczem? 
GM: Nie. 
PL: Ciężka decyzja. 
PL: Ale kładę miecz na wyrwę, żeby połączyć rury. 
PL: I czekam na pioruna w gotowości bojowej. 
GM: Po jakimś czasie piorun znowu uderzył twój miecz się trochę stopił. 
GM: Energia wypełniła kryształ i drzwi wolno zaczęły się otwierać. 
PL: Jak bardzo gorący jest miecz? 
GM: Czerwony. 
GM: Widzisz przed sobą ogromną oświetloną sale. 
GM: Na środku niej jest sześć szkieletów z łukami. 
GM: Wycelowanymi w ciebie. 
PL: Zasłaniając się tarczą zrzucam miecz i kopię go do tej sali po czym szarżuję na szkielety. 
PL: Z włócznią i tarczą. 
GM: Nosisz sandały. 
GM: Jesteś pewien że chcesz to kopnąć ? 
PL: Kurwa podeszwą nie czubem. 
GM: Dobra kopnąłeś go po spartańsku. 
GM: Miecz pękł. 
PL: Szkielety się ruszają? 
GM: Świst. 
GM: Sześć strzał poleciało prosto na ciebie. 
GM: Zasłoniłeś się swoją tarczą. 
GM: Jedna strzała trafiła cię w stope. 
PL: Szarżuję z połówką włóczni. 
PL: Adrenalina sprawia, że nie czuję bólu. 
GM: Szarżujesz na szkielety wykrzykując chwałe Aresa. 
GM: Zmiotłeś je z powierzchni ziemii. 
GM: Rozpadły się i nie ruszaju. 
PL: Biorę łuk i strzały. 
GM: Nie mają strzał. 
PL: Jak wyciągnę strzały z tarczy to się rozleci? 
GM: Możesz wyciągnąć ze stopy. 
PL: Mmm krwawienie. 
PL: Podoba mnie się to. 
PL: I tak muszę ją złamać, żeby wyciągnąć. 
PL: Więc wiesz. 
GM: Możesz uratować jedną strzałe z tarczy. 
GM: Tylko ona nie ułamała się podczas walki. 
PL: Dobrze tak więc robię. 
PL: Dodatkowo wyciągam strzałę z nogi i owijam ją częścią swojego ubrania, żeby nie krwawiła. 
GM: "słyszysz złowieszcze beczenie bojowe zza swoich pleców". 
PL: Koza dalej za drzwiami? 
GM: Co robisz? 
GM: Odwracasz się ? 
PL: Tak. 
GM: Widzisz nieumarłą koze szarżującą na ciebie. 
PL: Strzelam jej z łuku w łeb. 
GM: Niemasz czasu naciągnąć łuku. 
PL: No to chuj wystawiam pół włóczni tak, żeby się nadziała i nie miała szans mnie zabić. 
GM: Koza z łatwością zniszczyła drzewce twojej włóczni i nadziała twoją prawą ręke na rogi. 
GM: Krzyknąłeś z bólu- przeklinając Hadesa i jego potwory. 
PL: Jakim cudem nie nadziała się na grot?  
GM: Bo masz tą częśc bez grotu ? 
GM: Grot ma koza w sobie ciągle. 
PL: Wyciągam z niej złamaną włócznię po czym wrzucam jej zwłoki na płytę. 
PL: Cytuję. 
PL: Skoro wyciągnąłem to raczej tą część z grotem nie? 
GM: Naprawde chciałbyś grzebać w nieumarłej kozie. 
GM: Nie bałeś się klątwy/zarazy? 
PL: No dobra mam zranioną rękę. 
PL: Wyciągam jedyną strzałę i dźgam ją jak sztyletem. 
GM: Zdechła. 
PL: Jest tu jakiś kamień? 
GM: Podczas walki z kozą za tobą otworzyły się drzwi. 
PL: Albo coś ciężkiego. 
GM: Kości. 
GM: Tarcza. 
GM: Sama koza... 
PL: Biorę jedną kość i uderzam nią tak, żeby zrobić prowizoryczne ostrze. 
PL: Robię tak jeszcze z 3, żeby mieć zapas. 
PL: Obcinam jedną z nich głowę kozią i pakuję do plecaka. 
GM: Dobrze. 
GM: W międzyczasie. 
PL: Opatruję sobie rękę kawałkiem ubrania i idę dalej. 
GM: Zza drzwi widzisz Beholdera. 
PL: Jak wygląda? 
PL: I jak stoi? 
GM: Straszne dwu metrowe stworzenie, pomiot Hadesa lewitujący metr na gruntem. 
GM: Ma wielkie wyłupiaste oko po środku. 
GM: Oraz dwanaście małych oczek rozmieszczonych na czułkach po bokach. 
PL: Wyciągam strzałę z kozy i strzelam w duże oko. 
GM: Twoja prawa ręka nie działa tak jak powinna. 
PL: I tak próbuję, zdam się na greckie przeznaczenie. 
GM: Krwawiącą zniszczoną ręką chwyciłeś strzałe. 
GM: Z całej siły pociągnąłeś. 
GM: Straciłeś kontrole nad ręką. 
GM: Wyrwałeś jednak strzałe. 
GM: Z kozy. 
GM: Beholder zaczął coś mamrotać. 
GM: Co robisz ? 
GM: Jest 10 metrów od ciebie. 
PL: Naciągam cięciwę lewą ręką, prawą tylko zapierając łuk, żeby nie wypadł. 
PL: Tak się na igrzyskach strzela, żeby nie było. 
GM: Nie masz kontroli nad ręką. 
GM: Ona ci zwisa bezwładnie. 
PL: Hmm. 
PL: Ciężka sprawa. 
PL: Czy poza beholderem widzę tam coś ciekawego? 
GM: Pochodnie przy ścianach. 
PL: Odstrasza go światło? 
GM: Nie. 
PL: To biorę pochodnię i tarczę do lewej ręki i tak go szarżuję. 
GM: Twoja prawa ręka ożyła i zaczęła chwytać cię za szyje. 
GM: Beholder ciągle mamrocze. 
PL: Atakuję jego oczy pochodnią. 
GM: Twoja ręka cię dusi powstrzymując jakąkolwiek akcje. 
PL: Obcinam sobie dłoń kościanym mieczem i przypalam ranę pochodnią. 
GM: Krzyk z bólu był tak głośny że Beholder cofnął się metr od ciebie. 
GM: Widzisz gwiazdy, wszystko jest zamglone. 
PL: Modlę się do aresa. 
GM: Ares wyśmiewa słabych i tych którzy modlą się do niego bez zwycięstwa. 
PL: Hmm. 
PL: To modlę się do ateny. 
GM: Atena jako bogini mądrości znielubiła cię po zignorowaniu rad mądrego starca. 
PL: Zdesperowany atakuję oczy potwora pochodnią. 
GM: Resztką sił zwaliłeś się na potwora- powalając go na ziemie ciężarem ciała, twoja ręka zatopiła się głęboko w oku beholdera a pochodnia wypaliła wzrok kreatury. 
GM: Krzycząc swoje cierpienie wbijałeś swoją dłoń w gałke oczną potwora tak długo aż wreszcie nie przestał się ruszać. 
PL: Umarliśmy obaj? 
PL: Czy po powstrzymaniu krwawienia mam szansę wyjść?  
GM: Z braku sił straciłeś przytomność. 
GM: Po niewiadomo jak długim czasie. 
GM: Obudziłeś się. 
GM: Świat wydawał się teraz taki ciekawy. 
GM: I bardziej... okrągły. 
GM: Zaglądałeś w każdy kąt i w każdą wnęke. 
GM: Ludzie też byli interesujący ale potrafili oszukać. 
GM: Postanowiłeś więc nie zadawać się z nimi. 
GM: Nic, co nie jest zrozumiane nie może być blisko ciebie. 
PL: Czy zostałem beholderem? 
GM: Ludzie-będąc wieczną zagadką stanowią zagrożenie. 
GM: Jednak po pewnym czasie. 
GM: Zrobiło ci się ... smutno.. 
GM: brakowało ci widoku tych znienawidzonych przez bogów istot. 
GM: Zacząłeś więc wskrzeszać ludzi i przejmować nad nimi kontrole. 
GM: prowadziłeś z nimi konwersacje o wszystkich odkryciach swojej jaskini. 
GM: kazałeś rozświetlić swoje leże, by... choć trochę przypominało ci świat zewnętrzny. 
GM: Śmiertelnicy! Strzeżcie się tych, którzy nie słuchają mądrych rad tego co stare, tylko na nowo chcą budować własny świat. 
GM: Strzeżcie się paranoi oraz zbytniej ciekawości. 
GM: Strzeżcie się zostania... Beholderem. 
PL: Piękna historia. 
PL: Spodziewałem się takiego zakończenia. 
PL: Bardziej bym się zdziwił jakby zesłano mnie od razu do hadesu 
I poddano torturom. 
PL: Ale fajne. 
PL: to się dało wygrać. 
PL: tylko trzeba było słuchać rad xD. 
GM: Twoja postać dosłownie posiadała wszystkie cechy charakteru Beholdera. 
PL: Oj.

Więcej odcinków
Komentarze
comments powered by Disqus
O programie "Krótkie Histeryjki"
logo

Takie tam wypociny człowieka, krótkie opowiastki lub wiersze o tym, co mi się nie podoba, lub po prostu opowieści fantastyczne. Zapraszam do komentarzy i opinii.

Zasubskrybuj ten program, a dostaniesz powiadomienie o każdym nowym odcinku.

Radio bez reklam!

Enklawa nie jest radiem komercyjnym, państwowym, instytucjonalnym, partyjnym. Jest radiem dostępnym publicznie i za darmo, finansowanym wyłącznie przez dobrowolne "co łaska" od słuchaczy.

Wspieraj

Zaloguj się!

albo użyj maila:

Zapomniałeś hasła? U nas nie ma hasła!

Ustawienia

Close