Najpotężniejsza organizacja

Długość: 18min MP3 (16,8MB) RSS

Jedna z najpotężniejszych organizacji, która skutecznie "unika" filmu o niej. Zgadniesz, co to może być?

Shogun

W tym podcaście będę zajmował się wszystkim co związane z kinem. Recenzje, ciekawostki, przemyślenia, zestawienia, porównania i opisy. Jest to efekt mojego zamiłowania do kina i wszystkim co z nim związane. Zapraszam! Shogunero89@gmail.com

  • Shogun89
    Shogun89
    6 lat temu

    Masz rację, ale nie wydaje mi się że uzależnienie to tylko chęć wracania do "czegoś", a w tym wypadku do konkretnego jedzenia. To psychiczny i fizyczny przymus sięgania po coś. Nie twierdziłem również, że takie praktyki występują nagminnie, bardziej się tu zastanawiam, co by było gdyby wystąpiły i sam o tym nie mając pojęcia uzależniał się po troszku od czegoś, co niekoniecznie musiałoby być dla ciebie dobre i zdrowe.
    A z tą całą "chemią" dodawaną do jedzenia to też jakaś paranoja. Większość tych substancji to zwykłe regulatory, które poprawiają trwałość, smak i dodawane w jakiś mikroskopijnych ilościach. Bardziej od spożywania takiego jedzenia trzeba się martwić o swoje nawyki żywieniowe, tzn o urozmaicanie sobie posiłków.

  • Lukszmar
    Lukszmar
    6 lat temu

    Ja myślę Martin, że dopóki Ci te jaja nie szkodzą to możesz je jeść ile chcesz czy ile możesz. Generalnie wszystko z czym przesadzamy można uważać w pewnym sensie za uzależnienie. Tak więc, uzależnienie moim zdaniem jest wtedy, gdy jesz dalej te jajka chociaż wiesz, że np. dostajesz po nich sraczki i wymiotujesz :P.

    Osobiście nigdy nie zauważyłem, żadnych negatywnych skutków jedzenia fast foodów u siebie, ale nigdy też nie przesadzałem z ilością ich jedzenia.

    Ja obserwuję raczej coś takiego, że jak ktoś się od małego wychowuje na sztucznym jedzeniu to jego organizm się do tego przyzwyczaja i je trawi równie dobrze jak zwyczajne, a może i lepiej już nawet... Jak to wpływa na długość życia - tego już nie wiem.

    Pewnie należałoby zadać jeszcze pytanie, dlaczego ludzie tyją coraz bardziej... Gdyż się nie ruszają i jedzą więcej niż potrzebują! Brak jakiejś samodyscypliny i lenistwo się szerzy.

    Nie widziałem nigdy żadnego sensownego czy rzetelnego filmu na poruszony temat.

    Ludzie nie wszystkie korporacje to zło, które sprzeda każdy bubel byleby zarobić. Wręcz odwrotnie jest, gdyż przy prawdziwym wolnym rynku dba się o klienta.

    Każda firma chce, żeby każdy jej klient zawsze tylko do niej wracał.

    Audycja ogólnie ciekawa Shogun :).

  • Martin Lechowicz
    Martin Lechowicz
    6 lat temu

    Dobry temat.
    Ale nie rozumiem jak się definiuje uzależnienie w przypadku jedzenia. Z samej biologii wynika, że człowiek jest uzależniony od jedzenia. Tak samo od tlenu, wody itd.

    A jeżeli z kolei uzależnienie zdefiniować jako upodobanie i wracanie do konkretnego rodzaju jedzenia, to wychodzi na to, że uzależniające jest wszystko co lubimy: czekolada, ciastka, ziemniaki, pierniki... Jak ktoś szczególnie lubi jaja z majonezem to jest to jedzenie uzależniające?

    Z tego wniosek, że jedyne jedzenie uczciwe to takie, którego nikt nie chce jeść, bo jest niedobre i ma obrzydliwe opakowanie. PRL?

    Ten film "Supersize Me" nie udał się, ale nie każdy to zauważa. Bo pomysł polegał na tym, żeby sama praktyka pokazała bez cienia wątpliwości, że fastfood szkodzi. Ale nie pokazała. Przeciwnie, okazało się, że obżeranie się fastfoodem bez umiaru nie zaszkodziło bardziej niż obżeranie się bez umiaru ekologiczną żywnością polecaną przez dietetyków.

    Dlatego, uważam, nie ma podobnych filmów, bo poglądy o wielkiej szkodliwości takiego żarcia to mit wynikający z ignorancji i podatności na manipulowanie tanią sensacją. Jak się dokładnie wczytałem w te straszne, zabójcze E-ileś-tam to się okazało, że tam są zwykłe, nieszczególnie skomplikowane składniki, jakie ludzie jedli od zawsze. Tylko kilka sztuk jest podejrzanych i to tylko jak się to je w ogromnych ilościach.

    Liczby pokazują coś sprzecznego z ogólno-społeczną intuicją - że w czasach, kiedy jemy przetworzoną żywność ludzie żyją wyraźnie dłużej i są zdrowsi niż wtedy jak żarli to co się dziś nazywa "domowym jedzeniem".

    Obserwacja, że staruszkowie co przeżyli wojny i mieli ciężkie życie są zdrowsi i silniejsi niż ci nowe pokolenia, jest lekkim złudzeniem - po prostu nie widzimy tego, że na jednego silnego co przeżył przypada pewnie z 10 słabych, którzy nie dożyli, w myśl zasady: co cię nie zabije to cię wzmocni. I tak, widząc tylko tego silnego, co się wzmocnił, wydaje nam się, że ta siła dotyczy całego pokolenia, a nie najsilniejszych paru procent.

    I potem już blisko do wniosku, że to dlatego tacy silni, bo jedli mięso brudnymi rękami i zdrowe jajka z salmonellą i nie używali lodówek. Oni tak - tylko pozostali umierali przed trzydziestką.

    Nawet już niektórzy opowiadają głupoty jak to za PRL-u zdrowo się jadło.

    Czasem mam wrażenie, że ludzie uważają, że im większa firma, tym więcej tam pracuje wrogich kosmitów. Jak w filmie "They Live". I że jak się sok z cytryny nazwie E-734, a witaminę C konserwantem to stają się od tego natychmiast szkodliwe.

    Nawiasem mówiąc, domowym jedzeniem zatrułem się kilka razy, w McDonalds - nigdy niczym. A miałem okres, że strasznie lubiłem WieśMaki, jadłem co drugi dzień albo codziennie. Żadnych szkodliwych efektów nie zauważyłem. Natomiast zatrułem się kiedyś domową wodą z domowego kranu, choć z racji domowości powinna być lepsza od wody w plastikowej butelce sprzedawanej przez złą korporację.

    No czy nie jest idiotyczny pogląd, że firma dąży do tego, że powytruwać własnych klientów?

    Podobnie bezmyślne jest dziwić się, że firma dąży do tego, żeby uzależnić od siebie klientów. A czy istnieje gdzieś firma, która tego NIE robi?

    Widział kto kiedy sklep, do którego przychodzisz i nagle słyszysz:
    "nie, pan dzisiaj u nas nie może kupować, pan tu przychodzi za często"?

, żeby skomentować.