Wojna o krowę

Długość: 99min MP3 (94,8MB) RSS

Krowarzywa - taka sympatyczna restauracja, gdzie je się hamburgery bez mięsa - jest oblężona przez pracowników. Domagają się różnych rzeczy, w tym umowy o pracę i związków zawodowych. Historia o tyle ciekawa, że klienci - ludzie często lewicujący - wkurzyli się straszliwie na pracodawców, że nie zgadza się na to wszystko. Bo o ludzi należy dbać tak jak o krowy! A kto wie czy nawet nie bardziej! Wszystko wskazuje też na to, że pracodawca raczej marnie traktował pracowników i słabo zarządzał tym wszystkim. Ale czy klienci słusznie są na niego wkurzeni czy jest w tym za dużo hipokryzji i złej kalkulacji? Półtora godziny rozmów ze słuchaczami - z najróżniejszych punktów widzenia. Między korwinizmem a komunizmem jest, okazuje się, całe morze możliwości. Jedna z lepszych audycji, ale długa - słuchać przy kawie, w wannie albo w korku do pracy!

Martin Lechowicz

Free! na żywo! Program dla wszystkich, którzy lubią luźne, dzikie, improwizowane audycje na żywo. Co poniedziałek o 20:00!

  • kasztelan_blogoslawiony
    kasztelan_blogoslawiony
    4 lata temu

    Troche inaczej ci placa, to by bardziej przypominalo walke z
    drukarnia ktora zarzyczyla by sobie taka cene ze twoja tworczosc
    przestala by byc oplacalna (a ty jako niezalezny mialbys klopot z
    wywalczeniem nizszej ceny u mopolisty). Nie jest dobrze jak twoj
    pracodawca musi ciac koszty i naginac prawo placac ci od sprzedanej
    sztuki bo to troche tak jakbys ty drukarni chcial placic od sprzedanej
    sztuki i np chcial zwrocic reszte nakladu ksiazki ktora nie chce sie
    sprzedac. ty to widzisz z obu koncow tego kija a pracownik czasami jest
    gdzies po srodku (wtedy pracodawcy sie wydaje ze pracownik jest po jego
    stronie kija a okazuje sie ze nie do konca tak jest).

    Nie ma sensu
    rozmawiac o tej sprawie bo to juz przeszlosc. Trzeba to zalatwic wg
    praw pracowniczych ale tez sie trzeba liczyc z niezadowoleniem
    spolecznym ktore ma prawo kwestionowac cene tego kotleta z grochu za 1zl
    i nie mowie ze zaraz ma to zalatwic komisja spoleczna ale i zwykly
    obywatel jednak powinien miec prawo sprawdzic albo poddac w watpliwosc
    pracodawce (nie wazne jak mocno to bedzie zalatywalo prlem).

    to o czym mowisz przypomina to co mowil janusz ktory opowiadal ze za kazdym razem wyrzucano go z wlasnej partii.

    upadek
    jest najgorszy, cel uswieca srodki, trzeba ratowac co sie da ale tez
    glupie gadanie wlasciciela restauracji ktory gotuje z warzyw super tanie
    dania, nie chce placic i placze ze go pracownicy szkaluja mozna zabic
    smiechem. Cos bylo na rzeczy inaczej zaden lewak by nie wyprowadzil
    takiej masy ludzi by okupowac jakis gownobar.

  • Martin
    Martin
    4 lata temu

    Dobrze powiedziane.
    Może ludzkość wypowiedziała logice?

  • stach
    stach
    4 lata temu

    Przy okazji tej afery wylazła z ludzi żółć i zawiść w postaci fali komentarzy typu "przedsiębiorca=wyzyskiwacz". I tak zauważyłam, że gdzieś po drodze kompletnie zgubił się ten logiczny ciąg właściciel=>biznes=>zysk=>wypłaty. Ludzie oczekują przeskoczenia bezpośrednio od punktu A do punktu D i są wielce oburzeni, że po drodze muszą pojawić się też punkty B i C (podłe, kapitalistyczne, bardzo niewspólnotowe i niesocjalne). No bo jak nie masz, żeby z kieszeni wyłożyć te przyzwoite 4k na UoP bez względu na stan firmy (a zwalniać przecież nie wolno) to żeś dupa nie biznesmen i sam se rób za trzech. Z komentarzy wyziera przekonanie, że każdy przedsiębiorca po prostu wziął dotację, znalazł pierwszy lepszy lokal, a teraz siedzi na dupie i tylko zabiera do kieszeni to co wypracują biedni uciskani pracownicy - ale jednocześnie odpowiedzi typu "no jeśli to takie super to czemu sam nie próbujesz?" wpierw są zbywane ironicznym #zauszfirme, a gdy już podrążyć okazuje się, że "a bo to trzeba mieć kapitał", "a bo to trzeba mieć koneksje", "a bo to ryzykowne, ciężkie", no i "nie każdy nadaje się na przedsiębiorcę". Czyli jednak trochę trudno założyć firmę, trzeba mieć do tego smykałkę i zanim wypracuje się na tyle zysku by kogoś zatrudnić masę roboty trzeba odwalać samemu piątek świątek czy niedziela - ale jednocześnie za poniesione ryzyko i ogromny wkład wcale nie należą się większe pieniądze, bo podli kapitaliści i na pewno złodziejstwo.
    "No ja to bym na pewno lepiej bym tym wszystkim zarządzał i bym zarabiał te kokosy, ale po prostu brzydzę się wyzyskiem ;-))))"

    Jasne, że jest masa Januszy Byznesu, którzy faktycznie księgowość dla siebie prowadzą pod stołem ale rozliczają za każdą minutę przerwy i brakujące ciastko, sama pracowałam kiedyś dla buraków, którzy zaczęli się regularnie spóźniać po 2 tygodnie z wypłatami, a potem byli wielce niezadowoleni, że pracownicy przestali przychodzić i robota stoi. No ale kurde, mam wrażenie, że wszyscy chcą być na etacie, ale nie chcą żeby istnieli ludzie potencjalnie tworzący te etaty, bo to "asymetria sił" i chyba w końcu dojdziemy znowu do punktu gdzie wszystko jest beztwarzowym państwowym molochem i nikt za nic nie ponosi odpowiedzialności. Z wiadomym efektem.

  • Martin
    Martin
    4 lata temu

    Ja zarabiam od sprzedanej sztuki.
    Zresztą każdy przedsiębiorca zarabia od sprzedanej sztuki, co w tym dziwnego, że pracownik będzie?

    Stawka godzinowa, jak się już okazało, była wyższa niż średnia w tej branży. Ale nie ma to znaczenia, bo prawem pracownika (i jest to cenne prawo) jest zmienić pracę. Mówiąc twoim językiem, pracownik też może powiedzieć "a chuj ci w dupe nie podoba mi sie to wypierdalam" - i wtedy pracodawca ma problem. Dużo większy niż pracownik, bo on ma do wyboru setki alternatyw. Pracodawca nie ma żadnej - MUSI kogoś zatrudnić albo będzie źle.

    Trzeba pamiętać, że nikt nie pochwala ani leniwych pracowników ani cwaniaków pracodawców.

    Ale nie o tym rozmawiamy, że są ludzie fajni i są ludzie parapety. Rozmawiamy o tym jak załatwiać takie sytuacje.

    Najgorszym pomysłem wydaje się doprowadzenie miejsca, które się współtworzy do upadku. I nie wydaje mi się to też specjalnie uczciwe, żeby ktoś, kto niczego nie zainwestował, nie ponosił ryzyka i nie ponosi odpowiedzialności żądał praw jakie ma właściciel czy twórca.

    To tak jakby komentujący w tym radiu włamali się na serwer, przejęli go i żądali ode mnie, żebym zrezygnował z moderacji komentarzy i płacił za każdy komentarz.

  • stach
    stach
    4 lata temu

    Nawet dla zabawy?

  • kasztelan_blogoslawiony
    kasztelan_blogoslawiony
    4 lata temu

    Nie chce mi sie strzepic ryja ale ludzie naprawde czytajcie a nie tak tylko sluchacie o przedsiebiorcach umeczonych. Mi tam jeden pies - w koncu to socjalisci sie kloca miedzy soba ale powrotu gulagow tez w polsce nie chce widziec. Wiem ze niektorzy by chcieli zeby tej dyskusji nie bylo ale nie chcecie chyba sytuacji w ktorej janusz pracodawca mowi pracownikowi "a chuj ci w dupe nie podoba sie to wypierdalaj". Wyglada na to ze w komunie kazda proba zalozenia zakladu pracy konczy sie na otwarciu obozu pracy.

    Jak na razie nadal nie byla podana stawka godzinowa ani nie zostalo wytlumaczone jak to niby "dzielono sie zyskami". Chcieli byscie zarabiac "od sprzedanej sztuki"?

    nawet sie nie dziwie dlaczego razemowcy sie zainteresowali ta sprawa (glownie oni tam sie stołują) - cos musi byc nie tak skoro firma ma takie problemy z placeniem pracownikom sprzedajac mega tanie kotlety z soi i grochu.

  • Martin
    Martin
    4 lata temu

    No ja bym nie grał w taką grę, bo eliminuje możliwość jakiejkolwiek strategii.
    Przy więcej niż dwóch graczach, oczywiście.

  • stach
    stach
    4 lata temu

    Co do nieoficjalnych sojuszy w strategiach to w sytuacji, kiedy dyplomacja została wyłączona przez gospodarza gry uznałbym to za złamanie zasad. Umówiliśmy się, goddamned, że zachowujemy się jak wściekłe zwierzęta, to się zachowujmy.

, żeby skomentować.