Kto zabił Sherlocka Holmesa?

Długość: 20min MP3 (19,3MB) RSS

Jak zmienił się wizerunek Holmesa na przestrzeni lat i dlaczego zrobili z niego aspołecznego dupka? Jaki Sherlock był naprawdę a jaki jest obecnie? I czy wiecie jakie jest najważniejsze motto Sherlocka Holmesa - jest to... POSŁUCHAJ

Shogun

W tym podcaście będę zajmował się wszystkim co związane z kinem. Recenzje, ciekawostki, przemyślenia, zestawienia, porównania i opisy. Jest to efekt mojego zamiłowania do kina i wszystkim co z nim związane. Zapraszam! Shogunero89@gmail.com

  • Daniel
    Daniel
    6 lat temu

    Sherlock Holmes był bokserem, a jak długo nie dostawał spraw do rozwiązania to chętnie częstował się kokainą :)

    Mnie się film podobał, oglądnąłem go zanim przeczytałem książkę, w sumie to na początku nie wiedziałem że w Sherlocku Holmsie nie ma magii, a wszystko na to wskazywało, no i podobał mi się Londyn w tamtym okresie.
    Część druga jest wg. mnie strasznie spaprana bo w połowie to jest rambo a nie film o detektywie.
    Później lekko się zdziwiłem, czytając książki, że nie ma w nich inteligentnego aroganta.

  • Marius
    Marius
    6 lat temu

    Dokładnie - miałem to samo wrażenie, że oglądam Housa, który postanowił zostać detektywem.

  • Martin Lechowicz
    Martin Lechowicz
    6 lat temu

    Ja mam podobny problem.
    Z jednej strony bardzo lubię tego oryginalnego Holmesa. Mało co tak mi imponuje i działa na wyobraźnię jak błyskotliwy, wyjątkowy umysł. Miał też ten Holmes swój niepowtarzalny urok Londynu z przełomu wieków.

    Ale ten nowy brytyjski sześcioodcinkowy serial ogląda mi się fantastycznie i porywająco. Wiele elementów jest podobnych, aktorzy pasują do ról jakby się do nich urodzili i wykorzystano pięknie współczesne realia na zasadzie "z czego by korzystał Holmes gdyby żył dzisiaj".

    Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że to na co patrzę to w ogóle nie jest Sherlock Holmes, tylko zupełnie inna osoba. Kilka podobnych elementów i parę analogii niczego tu nie zmienia. Nie wystarczy sobie wsadzić w dupę paru piór, żeby krzyczeć "jestem kurą".

    I mimo, że fajny ten film mimo wszystko, to bronię się przed odruchem wymiotnym, bo sposób docierania do współczesnego widza ewidentnie parszywieje. O tym wszystkim Shogun mówił w odcinku: Sherlock jako dupek, Watson jako worek do bicia, psychologia dla ubogich i tak dalej.

    To wszystko znak naszych czasów - odwoływanie się do coraz niższych instynktów, reagowanie stereotypami i niechęć do tego, co uosabia oryginalny Sherlock Holmes: myślenie, cierpliwość i pracowitość.

    Oryginalny Holmes siedział dwa dni bez spania nad analizą chemiczną kawałka sznurówki - współczesny naciska guziki w laptopie i rozwiązanie problemu ma na ekranie. W dodatku z animowaną prezentacją graficzną, bo współczesny widz ze słowami sobie nie poradzi i oczekuje obrazków.

    O wersji Holmsa kinowej nawet nie wspominam, bo mam odruch wymiotny. Tutaj nic dobrego nie mogę powiedzieć. Napisałem gdzieś straszliwą recenzję tego filmu, ale wolę nawet sobie nie przypominać gdzie.

  • Shogun89
    Shogun89
    6 lat temu

    Tak bo to było jeszcze stare podejście do postaci tego detektywa.

  • Shogun89
    Shogun89
    6 lat temu

    Ogólnie taką formę sobie wybrałem i raczej będzie ona obowiązywała no chyba żebym miał jakiegoś gościa.

  • stach
    stach
    6 lat temu

    Naprawdę dobry odcinek. Minus tylko za długość - a raczej krótkość KinoSzota ;)
    Akurat ten odcinek
    Znasz się na Sherlocku, więc moim zdaniem mogłeś spokojnie omówić inne postaci, np. Moriarty'ego.

  • Opuszek
    Opuszek
    6 lat temu

    To jest dobre. Trochę ckliwe, jak na dzisiejsze standardy, ale tako samo jest książka. Ale jakoś nie wierzę, że ten serial mógłby dzisiaj okazać się większym komercyjnym sukcesem. Po prostu za mało akcji. Mylę się co do tego czy...?

    Sorry za zamieszanie z nickami, od dzisiaj piszę pod tym, wcześniej z jakiegoś powodu nie mogłem się zalogować.

  • Stefan
    Stefan
    6 lat temu

    Moim skromny zdaniem serial Adventures of Sherlock Holmes ((UK) 1984-1985) w doskonałym stylu odzwierciedla świat Holmesa.

    https://www.youtube.com/wat...

  • Lassar
    Lassar
    6 lat temu

    Hejka.

    O ile w większości się z tobą zgadzam, to tu i tam miałbym pewne obiekcje.

    Książkowy Sherlock był mistrzem przebieranek. W opowiadaniach Doyle'a wielokrotnie występują sceny w których pojawia się jako żebrak, irlandzki ksiądz czy wędrowny sprzedawca, zaskakując nawet Watsona (zresztą, bycie zaskakiwanym jest główną racją bytu doktora).
    Inna sprawa, że nie pamiętam by kiedykolwiek przebrał się za kobietę. Prawdopodobnie dlatego, że nigdy się nie przebrał. Sherlock przede wszystkim był logicznie myślącym gościem, a utrudnianie sobie w ten sposób życia nie wydaje mi się specjalnie racjonalnie. Z drugiej strony, "sens" czy "logika" wydają mi się słowami znacznie mniej popularnymi we współczesnymi kinie niż "boobs". Nie żebym oglądał dużo, więc w razie czego możesz to potraktować jako wypowiedź ignoranta:).

    Sherlock był też znakomitym bokserem (aczkolwiek na to mamy głównie słowo Watsona), oraz, mimo swojego wątłego wyglądu, niezwykle silnym facetem. W jednym z opowiadań zgiął w rękach (czy wyprostował?) żelazny pręt, ot tak, po prostu, żeby nadać wypowiedzi wagi.
    Kilka razy wszedł też do akcji z rewolwerem w garści, aczkolwiek z pewnością nie był żadnym Super Saiyanem. Raz o mały włos nie został uduszony przez dwóch zwykłych angielskich szanowanych obywateli. Po prawdzie to przeżył tylko dzięki interwencji Watsona.

    Właśnie, Watson. Tutaj zgadzam się z tobą w 100% (co prawda, oglądałem tylko jeden film, ale to chyba dość, żeby wyrobić sobie zdanie? Wracam do serii nie zamierzam). To, czego mi w nim brakowało, to pokazania prawdziwej przyjaźni jaka istniała pomiędzy Watsonem a Sherlockiem, troski, jaką obdarzał swojego znerdziałego (nie ukrywajmy tego:)) przyjaciela i tego, jak Sherlock potrzebował Watsona (choćby z powodu swojej gigantycznej potrzeby uznania, z której wynikało zresztą jego zamiłowanie do teatralnych gestów). Nie pamiętam jednego razu, w którym książkowy Sherlock zachowałby się jak penis w stosunku do Watsona. Ale widać w dzisiejszych czasach nie da się pokazać żadnego innego stosunku pomiędzy dwoma mężczyznami niż studencka jowialność, bez jednoczesnego implikowania, że wspomniany penis był aktywnym uczestnikiem wspomnianych stosunków.

    Nawiasem mówiąc, chociaż Sherlock zawsze lepiej lub gorzej odnajdywał się w społeczeństwie, to zawsze czynił to nieco jak aktor, który dobrze wykuł rolę i jeśli miał wybór, to unikał społecznych interakcji. Nie lubił też kobiet (kolejny argument co do jego "nerdowości"). W jednym z opowiadań nie chciał przyjąć oferty wakacji uczynionej
    przez Watsona, dopóki się nie dowiedział, że na miejscu nie będzie żadnej przedstawicielki płci nadobnej. Chociaż, kiedy tak dłużej o tym myślę, to nie tyle wprost odmówił, co Watsonowi, który go dobrze znał, "wymknęła się" ta informacja. Sam Sherlock nie był na tyle otwarty, by wyrazić swoją niechęć. I z pewnością nie był szalonym uwodzicielem,
    na którego, o ile dobrze pamiętam, zrobił go film.

    Ciekawym aspektem jest też moralność Sherlocka. W przeciwieństwie do Batmana nie jest on jednowymiarowym bohaterem. Z miejsca mogę sobie przypomnieć dwa opowiadania, gdzie Sherlock dla odmiany pomaga przestępcy uniknąć sprawiedliwości (oczywiście, z ważkich powodów). Rezygnuje nawet w tym celu z prywatnej chwały i utarcia nosa konkurencyjnemu detektywowi, oraz, gdyby trochę głębiej o tym pomyśleć, ryzykuje własną reputacją i być może nawet wolnością, robiąc po prostu to, co wydawało mu się słuszne. Nie wiem, czy film w jakiś sposób to oddał.

    Ale tak naprawdę najbardziej prominentną cechą Sherlocka jest właśnie jego "nerdowość". W jednym z opowiadań Watson zajmuję się opisywaniem "skillów" Sherlocka, i wychodzi na to, że wie w zasadzie wszystko, co może przydać mu się w jego zawodzie (nawet w najbardziej powikłany sposób) i w zasadzie... nic więcej. Kiedy nie prowadził śledztwa naprawdę mało czym się interesował, kiedy skoncentrował się na sprawie miał cały świat głęboko. I mimo wspomnianego zamiłowania do teatralności
    nigdy nie był filmowym klaunem.

    Co do wspomnianej idei zrobienia wiernej adaptacji Sherlocka... mam wrażenie, że to by nie wypaliło. Nie dlatego, że jest to technicznie trudne, wręcz przeciwnie. Forma krótkich opowiadań przedstawiających każde jedno śledztwo dałaby się znakomicie przenieść na ekran, przynajmniej tak myślę. Rzecz w tym, że, po pierwsze, taka forma wymagała skupienia ze strony odbiorcy, na co specjalnie bym nie liczył, przynajmniej nie
    zamierzając stworzyć finansowo udaną serię. Ile odbiorców jest w stanie poświęcić chwilę, żeby zastanowić się, ile czasu ślady na śniegu mogą przetrwać podczas burzliwej pogody czy też które z podejrzanych był w stanie trafić z miejsca a do b w celu c? Poza tym, opowiadania Doyle'a są zwykle niedostatecznie "epickie" w dzisiejszym świecie, w którym wyciąganie z dupy karty "zniszczenie świata" stało się normą.

, żeby skomentować.